Aby korzystać z zawartosci forum należy się zarejestrować, można to zrobić za darmo TUTAJ
ten aplet jest widoczny tylko dla niezarejestrowanych użytkowników! :-)
 Strona Główna forum ZIPPO. Zapalniczki ZIPPO.



RegulaminRegulamin FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
Dzieci tamtych rodziców...
Autor Wiadomość
oppiz 



Data ur.: ... ZIPPO ..
Dołączył: 11 Lut 2006
Skąd: Legionowo

Wysłany: 2011-04-14, 19:24   Dzieci tamtych rodziców...

Byliśmy wychowywani w sposób, który psychologom śni się zazwyczaj w koszmarach zawodowych, czyli patologiczny. Na szczęście, nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominany z nostalgią lata 70-te. Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy). Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo. Do szkoły chodziliśmy półtorej kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów. Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również. Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy jeśli zaczniemy się uczyć od pierwszej klasy. Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem. Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo - jak zwykle. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na Milicję, żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych. Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka. Pies łaził z nami - bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce. Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, Każdy dzieciak to wiedział. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień dobry wymusić. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka. Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot. Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starej syrenki, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi. Nikt nie umarł. Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością. Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie i koledzy ze starszej klasy. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami. Dziękujemy rodzicom za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak należy nas "dobrze" wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu. A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!
_________________
Zapalniczko... pokaż mi swój spód... i wkład..., a powiem Ci czym jesteś.
 
 
 
Lee 



Data ur.: || ZIPPO ||
Dołączył: 16 Wrz 2010
Skąd: Warsaw

Wysłany: 2011-04-14, 19:30   

Mądre, wzruszające i prawdziwe...
...
...
_________________
“Se non è vero, è ben trovato”
(Jeśli to nie jest prawdziwe, to jednak dobrze wymyślone - Giordiano Bruno)
 
 
djarab 
Hanys Przodowy



Allegro: djarabb
Data ur.: \\\\ ZIPPO \\\
Dołączył: 14 Lut 2010
Skąd: Stahlhammer

Wysłany: 2011-04-14, 19:31   

Zbyszku :padam:
_________________
DJ Arab
 
 
 
Jogi 



Allegro: czomon
Data ur.: J ZIPPO III
Wiek: 34
Dołączył: 31 Sie 2007
Skąd: Niepołomice

Wysłany: 2011-04-14, 19:34   

Ja też tak miałem... Jeździłem z ojcem po połowie polski i nikt nie płakał o przedszkole :zawstydzony:
_________________
W pracy daję z siebie 100%: PN 22%, WT 29%, ŚR 19%, CZW 17%, PT 13%.

Człowiek człowiekowi wilkiem, a kiwi kiwi kiwi.
 
 
Arthas 



Data ur.: L ZIPPO XI
Wiek: 25
Dołączył: 07 Sty 2010
Skąd: Kraków

Wysłany: 2011-04-14, 20:03   

W sumie to też część z tych rzeczy miałem, ale GDZIE JEST WZMIANKA O BAZIE W KRZAKACH? Niestety cały czar prysnął w gimnazjum... JG
_________________
Nie używam emotek
 
 
 
Szymek12 


Dołączył: 05 Lut 2011
Skąd: Polska

Wysłany: 2011-04-14, 20:45   

Fajnie się czyta, to trzeba przyznać. Jak na swój młody jeszcze jednak wiek muszę przyznać że po części kilku rzeczy także doświadczyłem. Może nie całej tej "patologii" którą opisałeś ale przez kilka zdań przypomniałem sobie "stare" lata :hyhy:
Tak jak wspomniał już Arthas była też baza w krzakach. Oj była i to nie jedna(czsami też między jakimiś ciekawymi drzewami)
Miło się wspomina takie chwile
Teraz- 2 klasa podstawówki dziecko na I Komunię Św. dostaje super wypasionego quada, nosi wszędzie ze sobą ekstra telefon idt. Oj leci ten świat do przodu...
 
 
rolf 



Data ur.: A ZIPPO III
Wiek: 34
Dołączył: 13 Sty 2009
Skąd: Sokołów Młp.

Wysłany: 2011-04-14, 21:08   

oppiz, genialne :padam:
Na szczęście moje dzieciństwo było jeszcze podobne do tego opisanego. Do tej pory, przy piwku z kolegami bardzo często wspominamy "stare czasy" i płaczemy ze śmiechu :) Od siebie mógł bym jeszcze dodać o cygarach skleconych z siana, herbaty i ususzonych liści orzecha :)
 
 
djarab 
Hanys Przodowy



Allegro: djarabb
Data ur.: \\\\ ZIPPO \\\
Dołączył: 14 Lut 2010
Skąd: Stahlhammer

Wysłany: 2011-04-14, 21:12   

a my z papieru toaletowego skręcaliśmy :D :D :D
_________________
DJ Arab
 
 
 
Jogi 



Allegro: czomon
Data ur.: J ZIPPO III
Wiek: 34
Dołączył: 31 Sie 2007
Skąd: Niepołomice

Wysłany: 2011-04-14, 21:13   

Gonitwy po wykopach pod ogrzewanie i kanalizację, gdy nie było robotników w pobliżu...
_________________
W pracy daję z siebie 100%: PN 22%, WT 29%, ŚR 19%, CZW 17%, PT 13%.

Człowiek człowiekowi wilkiem, a kiwi kiwi kiwi.
 
 
Arthas 



Data ur.: L ZIPPO XI
Wiek: 25
Dołączył: 07 Sty 2010
Skąd: Kraków

Wysłany: 2011-04-14, 21:18   

I jeszcze były jabłka, taak dużoo jabłek. Jak były dobre-jadło się, jak nie- rzucało gdzie popadnie. Woźny miał pecha, bo kilkanaście metrów od mojej podstawówki (tu warto wspomnieć, że przez pierwsze 2 lata edukacji miałem ją w bloku obok[zarąbiste rozwiązanie], ale potem przenieśli i tu właśnie pojawiła się ta trasa) była jabłonka, z małymi, niesmacznymi jabłkami, najpierw rzucaliśmy " kto dalej", ale po wynalezieniu przeze mnie (ach ta skromność, ale przecież przez coś dostałem przydomek McGyver) wyrzutni złożonej z patyka i nabitego na wylot jabłka, oraz zastosowania siły odśrodkowej, oraz przetestowaniu tego na nodze kolegi ( podobnie jak kolega Szymon, też nie miałem patologi, ale uczyłem się na siniakach itp.) efekt był na tyle powalający, że po wyczerpaniu tej jabłonki przenieśliśmy się trochę dalej i na drugą stronę ulicy, gdzie vis a vis był dom woźnego, nie chcąc wyrządzić poważnych szkód ładowaliśmy po ogrodzeniu, więc efekt przelatujących przez nie jabłek po drugiej stronie wyglądał jak moja szarlotka. Ahh tamte czasy rower + oranżada w ilościach takich, że wylane spowodowałoby powódź stulecia, to było tak niedawno, a jednak niedosyt taki, jakby brakowało tego z 30 lat.
_________________
Nie używam emotek
 
 
 
VipoV 



Dołączył: 20 Gru 2009
Skąd: Białobrzegi [:

Wysłany: 2011-04-14, 21:23   

rolf napisał/a:
cygarach skleconych z siana, herbaty i ususzonych liści orzecha


djarab napisał/a:
a my z papieru toaletowego skręcaliśmy :D :D :D


Ha! A my takie numery robiliśmy jeszcze 2 miesiące temu :P Dokładniej to była to zwykła kartka z zeszytu, tytoń- jeszcze w liściach bo jedna z dziewczyn ma plantacje tytoniu, i to wszystko sklejone klejem :hyhy:
Co wydawać by się mogło śmieszne, były naprawdę dobre :orany: Byliśmy co prawda trochę podpici i może to wpłynęło trochę na ocenę smaku tych fajków, ale były naprawdę fajne- i przypominały bardziej cygara niż fajki, bo ich smak zmieniał się w kolejnych częściach i nie krztusiły- dopiero pod koniec były bardzo mocne. Wydaje mi się, że do zwykłych papierosów dodawane jest sporo chemii, która zmienia ich naturalny smak :/
_________________
Pozdrawiam serdecznie. Bartek :)
 
 
Enzo 



Data ur.: .. ZIPPO .
Wiek: 58
Dołączył: 11 Mar 2009
Skąd: Warszawa

Wysłany: 2011-04-14, 21:31   

Zbyszku , mój pamiętnik pożyczyłem Ci tylko do przeczytania , a nie , żebyś go na forum cytował ... :kwasny:






Piękny , wspaniały tekst .... :padam: :padam: :padam: :padam:
_________________
== >> [12:08] 30.07.2009 [N.D.M.Ż.] << ==

[]>>> www.zippoenzo.pl <<<[]
 
 
 
Arthas 



Data ur.: L ZIPPO XI
Wiek: 25
Dołączył: 07 Sty 2010
Skąd: Kraków

Wysłany: 2011-04-24, 22:45   

A i jeszcze warto wspomnieć (chociaż nie wiem jak u was, ale ja tak miałem), że doba trwała tyle, ile się samemu chciało, a słowo zmęczenie było niezrozumiałe jak skompilowany Windows 7. A tak w sumie, to powinni zabronić takich wspomnień, bo aż się dusza kraje...
_________________
Nie używam emotek
 
 
 
oppiz 



Data ur.: ... ZIPPO ..
Dołączył: 11 Lut 2006
Skąd: Legionowo

Wysłany: 2011-04-24, 23:16   

Arthas - wiek: 15 napisał/a:
A i jeszcze warto wspomnieć...

:niepewny: :zdziwko:




;)
_________________
Zapalniczko... pokaż mi swój spód... i wkład..., a powiem Ci czym jesteś.
 
 
 
max123 



Data ur.: || ZIPPO |
Wiek: 50
Dołączył: 11 Lut 2009
Skąd: warszawa

Wysłany: 2011-04-24, 23:29   

stary młody :hyhy:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group



Administracja nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez użytkowników forum.
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 12